Ludzie tacy jak Glenn Murcutt rodzą się niezwykli. Urodził się on bowiem na statku płynącego z Australii do Europy. Na domiar dziwnego, dzieciństwo spędził w Nowej Gwinei. Jego dzieciństwo było zupełnie odmienne niż dzieciństwo wielu z nas. Czy miał szczęście? Nie nam to oceniać. Nam chodzi o to, jak z dziwnego dziecińtwa jego życie stało się dziwnym, acz zarazem przez wielu uważanym za piękne.
Podczas, gdy inne dzieci w jego wieku zajmują się sprawami iście dziecinnymi Glenn wolał podziwiać architekturę, oraz poświęcać czas filozofii. Duży w to wkład miał jego ojciec. Gdy dorosnął postanowił rozpocząć studia właśnie na wydziale architektury w Australii. Ukończył studia i rozpoczął pracę jako projektant. Jego celem nie było jednak osiągnięcie czegoś wielkiego rewolucjami w dobie architektury. Zaczął on po prostu budować domy jednorodzinne. Wydaje się, że nie da się w ten sposób osiągnąć niczego wielkiego. Jednak wielkie było zaskoczenie innych architektów, gdy ci ujrzeli jego pracę. Były one zupełnie niekonwencjonalne. Proste, w otoczeniu zieleni, nawiązujace często to sztuki regionalnej, miały w sobie coś co naprawdę porywało. Były one piękne. Zaważono go, a o budowę zaczęli go prosić coraz bardziej znani ludzie.
I tak oto Glenn zaczął zgarniać kolejne nagrody. Udało mu się zdobyć nagrodę Pritzkera, jedną z największych i najbardziej prestiżowych nagród w architekturze. Cały czas pracuje nad kolejnymi projektami co owocuje stale nagrodami. W roku 2009 zdobył złoty medal Amerykańskiego Instytutu Architektów, co zdaje się naprawdę podsumowywać jego karierę.